Historia Pani Krystyny – Pacjentki Badania Klinicznego w Krakowie

Na przewlekłą białaczkę lifmocytową choruję już od 12 lat, ale czy czuję się chora? Na szczęście nie. Z jednej strony wiem, że to taki chłoniak przewlekły, z drugiej myślę, że trafiłam na właściwych lekarzy, którzy wiedzieli, co robią.

Diagnoza przyszła przez przypadek. Od wielu lat miałam problemy z tarczycą. Kiedy pojawił się na niej guzek, poszłam do lekarza, sądząc, że to kolejny tarczycowy incydent. Okazało się jednak, że guzek nie jest groźny, ale w trakcie badań okazało się za to, że mam wiele powiększonych węzłów. Jeden z nich pobrano i wkrótce dowiedziałam się, że mam właśnie przewlekłą białaczkę limfocytową. Czy byłam zdziwiona, zaskoczona? Raczej zmotywowana, żeby rozpracować sytuację, posłuchać lekarzy i zrobić, co należy.  Internetu unikałam, co z resztą doradzała mi rodzina, bo sama nie chciałam na własną rękę szukać informacji i robić sobie w głowie zamieszanie. Mam zaufanie do lekarzy i to mi wystarczyło, a rewelacje internetowe odsiewało dla mnie młodsze pokolenie w rodzinie 😉.

Na początku bardzo się bałem, kilka dni było mi naprawdę trudno. A potem do przodu. Leczenie rozpocząłem od strategii „watch and wait”, czyli pozostawałem bez leczenia, tylko w obserwacji. Już wiedziałem, że węzeł podżuchwowy nie był pierwszy, a problemy żołądkowe były spowodowane stanami zapalnymi i powiększonymi węzłami chłonnymi w jamie brzusznej, a jeszcze wróciłem pamięcią do „fasolek” w okolicy łokci, których nigdy nie skojarzyłem z powiększonymi węzłami. Wszystko zaczęło się zatem kilka lat przed diagnozą.

W międzyczasie rodzinne zawirowania chorobowe pokazały nam możliwość uczestnictwa w Krakowie w badaniach klinicznych. Ja sama na ten czas nie miałam żadnych objawów, ale postanowiłam także pojechać na konsultację, zapytać, czy w razie kolejnej linii leczenia mogłabym sama wziąć w nich udział. Jako była nauczycielka chemii, twardo stąpająca po ziemi, chciałam z otwartą głową poznać wszystkie opcje. Okazało się, że jest dla mnie taka szansa. Pierwszą i chyba najważniejszą motywacją okazały się być – zamiast ewentualnych wlewów – tabletki. Drugą – innowacyjność terapii. Trzecią bardzo regularna kontrola stanu zdrowia, choć wiąże się to z dojazdami 😊 .Jest to jednak niewątpliwy bonus, że wiem, czy coś się dodatkowego nie dzieje w organizmie. W końcu jestem już przed 80tką, więc to naprawdę wygodne, że wszystko mam zrobione w jednym miejscu. Ale to chyba jest ważne w każdym wieku. No i chyba odczuwam trochę dumy z racji na to, że na własnej skórze doświadczyłam, że badania kliniczne to realny udział w rozwoju medycyny.

Wiem, że mój stan zdrowia w tym wieku, pomimo chłoniaka, jest naprawdę dobry. Pozwala mi być aktywną kobietą, mamą, babcią. Wprawdzie w każdej linii leczenia zareagowałam uczuleniem na słońce, ale to nie powstrzymuje mojej energii życiowej.

Słuchaj lekarzy, reaguj na symptomy, żyj zdrowo, nie zaniedbuj badań kontrolnych i bierz wyzwanie, jak to mówią „na klatę”. Życzę wszystkim powodzenia!

Dziękujemy Pani Krystynie za podzielenie się swoją historią!

Jeśli jesteś zainteresowany udziałem z Badaniach Klinicznych lub ktoś z Twoich bliskich zmaga się z chorobą onkologiczną i poszukuje nowoczesnych terapii, zapraszamy do wypełnienia krótkiego formularza kontaktowego – oddzwonimy do Ciebie!

Wypełnij formularz